FANDOM


Arka Ferdiego Opis: Ferdek wyczuwa zbliżający się kataklizm 22 września 2015. Postanawia wraz z Waldusiem i sąsiadami zbdować arkę.

Scena I - salon
Ferdek i Waldek oglądają program publicystyczny.
TV: Witam państwa. Tu Tomasz Liż.
Waldek przymierzał się do lizania.
TV: Jak pewnie wiecie, wielkimi krokami zbliżają sie do nas wybory parlamentarne. Sondaże rosną, akcja wrze, wszystko się zapowiada na niesamowitych emocjach!
Ferdek: Eee, pierdzielenie. I tak wiadomo, że PiS wygra. <wyłącza TV>
Waldek: A skąd se tatuś wiesz?
Ferdek: To ty nie wiesz, że to wszystko to jedna wielka hucpa jest?
Waldek: Jaka dupca?
Ferdek: Oszustwo Walduś, przekupione wybory zanim się jeszcze zaczęły.
Waldek: To mówisz nomanie, że prezydentem ktoś inny mógł być?
Ferdek: Tak, na przykład Markiz. <spogląda na niebo> A kurde, co tak ciemno? Mamy przecie połowę września, a tu taka ciemnoza o 16-tej. <wstaje i otwiera okno> UAAAA!!!
Nagle słychać deszcz i burzę z piorunami.
Waldek: Tatuś! Zamkniesz sam okno, czy mam tam iść.
Ferdek: CHOOOĆ TUUU PIERDOOŁOOO I NIE GADAAAAAAJ!!!
Waldek zamyka wraz z Ferdkiem okno. Nagle Ferdek poszedł usiąść na fotel, po czym zdębiał.
Waldek: Tatuś, wszystko dobrze?
Ferdek nie reaguje.
Waldek: Taaatuuuuś... No co sie nomanie stało?

Scena II - salon
Halina: No normalnie jełop zdębiał. W ogóle nie reaguje.
Waldek: A leka mu żadnego nie można dać?
Halina: Jak on jest w jakiejś hibernacji umysłowej, to co mu mogę przypisać niby? Browaran?
Waldek: <śmiech> No wtedy to mu na pewno stanie!
Halina: Cicho! Zdębiał i już! Nic na to nie poradzę.

Waldek: Może poczekajmy, to coś się zdzieje i się ojciec odwiesi?

Halina: Chyba masz rację synek... Inaczej tego raczej nie zdziałamy...


Scena III - salon
Ferdek nagle zaczyna się jąkać.
Ferdek: A-a-a-a-a-a...
Halina: Kichaj jak masz kichać!
Ferdek: Aaaaakopalipsa się zbliża! LUUUDZIEEE! Druga Antlantyda! Grozi nam zagłada jaka i lata świetlne!
Paździoch: <wbieguje> Co tu się dzieje do jasnej cholery?
Ferdek: Akopalipsa!!!
Paździoch: Znów pani mąż się urżnął w 3D i drze mordę? Albo pani go sama uciszy, albo zaraz zadzwonię po milicje, żeby to zrobili. Albo w kryzysowym przypadku, sam mu przypierniczę w ryło, najwyższa pora!
Halina: Nie no, proszę nie podejmować pochopnych wniosków.
Paździoch: Jakie pochopne wnioski? Planuję to od 25 lat, najwyższa pora!
Halina: Ale mąż jest w stanie kryzysowym!
Paździoch: Już pani mi to mówiła, 15 lat temu, jak też mu chciałem przyfasolić.
Waldek: A panie Paździoch, a pan to chcesz w ryło? Bo ja to może ręki mam słabe, ale głowę, to ja mam ciężką!
Paździoch: Ciekawe od czego? Kamieni sobie nawkładałeś przez uszy?
Waldek: A chcesz się pan przekonać? To jak, albo pan przypierniczasz mojemu ojcowi, i sam pan dostajesz dwa razy mocniej z dyńki, albo pan teraz uciekasz w trybie pospieszalskim po schodach w dół!
Paździoch: A czemu po schodach w dół?
Waldek: Może jaki pierun pana dupnie, to panu te głupoty z głowy wylecą! <smiech>
Paździoch: Aaaa! Dom wariatów!
Ferdek: Zagłaaadaaaaa!!!
Waldek: Ale tatuś, jaka zagłada?
Ferdek: Jak to jaka zagłada Cycu, kurde? Wszystko zacznie się, gdy po lewej stronie nieba wszystkie planety będą ustawione w linii, a po prawej stronie będą dwa słońca, świecące bladym światłem. Dnia nie będzie, a niebo będzie w kolorze przejmującego granatu. To będzie ok. 9:40 rano dnia 25 września, gdy ziemia się zatrzyma i zacznie obracać w drugą stronę.
Paździoch: Delirium klemens, nie ma to tamto!
Ferdek: Cicho! CIIICHOOO! Widzę gwiazdy! I one mnie podpowiadają, że aby przeżyć, trzeba się albo wyzbyć ciała materialistycznego i lecieć do doma, albo zbudować arkę! Arke, co nas uratuje! Panie Paździochu, zamiast zgrywać ciemnego bohatera, jakiego BatJustica, to lepiej pan leć po drewno, młotek, gwoździe, taśmę samoklejącą i gumę z opon.
Paździoch: Drzewo jeszcze nie porąbane panie Ferdku!
Ferdek: Cycu, leć z panem Paździochem! Pomocy mu potrzeba! Już! Teraz! Nima czasu!

Scena IV
Paździoch i Waldek składają drewno na kupkę.
Paździoch: Tak przebieram te klocki, i się zastanawiam... po co ja wam pomagam? Przecież mogę to wszystko pierniczyć, i samemu se zacząć robić, a was zostawić w cholerę!
Waldek: Panie Paździochu, to pan nie wiesz, że najlepiej, to się we grupie pracuje?
Paździoch: Cholera... faktycznie! No chyba, żeby do pomocy dać moją żónę, to pewnie nie byłoby tak fantastycznie...
Boczek: <podchodzi do nich> Witam panów! A co wy tu tak drewno składacie na kupkę? <podnosi długą deskę, po czym szybko odkłada> Ohoho! Widzę, jakaś budowa się zaczęła?
Paździoch: Tak. Pan Ferdek miał wizję końca świata.
Boczek wybucha śmiechem.
Waldek: Ale że co je takie zabawne?
Boczek: Ile już tych końców światów było? 1500? <dalej się chichra, po czym szybko się opanowuje> No ale dobre, idę do pana Ferdka, jak mnie przekona, to wam pomogę.

Scena V - salon
Ferdek siedzi niczym ważna osoba, wyprostowany na fotelu z nogami na poduszkach.
Boczek: <wchodzi> Panie Ferdku, słyszałem, że pan koniec świata se przewidział.
Ferdek: To jest prawda panie Boczku. Niebo szarzeje, pogoda szaleje, a w TV zamydlają wyborami oczy.
Boczek: Ale panie Ferdku, przecież to co 5 lat tak jest we Polsce we wrześniu. Wybory, szara pogoda, i zamydlanie oczu wyborców. To już jest tradycja od 1990 roku!
Ferdek: Ale ja miałem widzenie! A jak żem miał widzenie, to lepiej się zabezpieczyć! To jak... towarzyszu... pomożecie?
Boczek: Aaa pomogę! Skoro to takie ważne przez poważne, to czemuby nie?
Ferdek: No to do roboty królu złoty! A ja se będę gwiazdy oglądał i się łączył z duchami prawdy.
Boczek: Dobre! <wychodzi>

Scena VI - na zewnątrz
Ferdek podchodzi do przetapiarki gumy.
Waldek: O! Tatuś, bardzo dobrze, że se przyszłeś normalnie, bo my nie możemy gumy do zalepienia statku zrobić. Jak se przetapiamy, to normalnie to jak jakie wodne ćóś jest.
Ferdek: A pomyślałeś synek, żeby to odstawić do dosechnięcia?
Waldek: ... ... ...no żem nie pomyślał...
Ferdek: To myśl kurde na następny raz!
Boczek: Panie Ferdku! Jest jeszcze inna sprawa!
Ferdek: Jaka?
Boczek: Deski, to se czasem pękają, i ich zbić nie można!
Ferdek: To ze świeżego drzewa pan rób. I tak jak to wszystko zaleje powódź jakaś zwywołana metoretydem, to nic po tych drzewach zazbyt nie bedzie, a tak to se chociaż użyjem do statka.
Paździoch: A co z gwoździami? Wszystko zerdzewiałe! Jak mocnie trzasnę, to pękają! A to młotek powinien pękać jak już, karwasz twarz, a nie gwoździe!
Ferdek: Jak żeś pan taki oligarchia, to se pan kup nowe we sklepie gwoździczym. Ja przepraszam bardzo, ale mnie nie stać.
Boczek: No i jeszcze taka zagwozdka, kogo my zabierzemy?
Ferdek: Rodziny z dziećmi, sąsiadów, wspólników, wrogów może też, jeśli nam żarcia nie będą kraść panie Paździochu.
Paździoch: Ja nic nie będę kraaadł...

Ferdek: ...Grudzień 2000... Mówi to panu coś?
Paździoch: Ależ to nie ja panu karpia ukradłem, tylko ta świnia Boczek!
Boczek: Ja!? Co ja? To pan żeś ukradł, bo nawet pan Borysek mnie o tym gadał, śmiejąc się nielitościwie!
Ferdek: No właśnie, mnie też opowiadał, i już żem miał pana do sąda podawać, tak jak pan na mnie donosił i innych sąsiadów, ale przemilczałżem sprawę ze względu na święta Bożego Narodzenia, w które nie wypada się kłócić.
Paździoch: No dobrze, to byłem ja, ale przysięgam na Najświętszą Maryję Pannę, że tym razem kraść nie będę, a donosić tylko na prawdziwych złych ludzi!
Ferdek: Się przekonamy! No i gitara.

Scena VII - na zewnątrz przy rzeczce
Halina i Ferdek stoją przed ogromnym statkiem.
Halina: Wow, Ferdek, ale niebywale wielki statek!
Ferdek: To nie byle statek Halinicia, to Arka! Arka Ferdiego! Ratujmy ludzkość przed zagładą!
Halina: Tylko nie przewoź złodzieji i lichwiarzy, bo taką ludzkość zagłada może dotknąć.
Ferdek: Nie życzmy źle dla bliźnich... nawet jeśli kradną i kłamią.
Tymczasem na statku.
Helena: Ah Marian, na samej górze żeby spieprzyć podłogę? Toż ona się cała kiwa!
Marian: Nie wiem czy zauważyłaś, ale pod spodem, na suficie w kajucie jest twardy cement. W razie przecieku wszystko zostanie tutaj!
Helena: A otwór do zejścia kretynie?
Marian: Są drzwiczki przecież, i to zakręcane na 4 spusty!
Tymczasem przy wejściu. Do Kiepskich podchodzi pewien rudy polityk.
Donald: Witam społeczeństwo polskie!
Ferdek: Czego sprzedawczyku kurde tutaj?!
Donald: Chciałbym się dosiąść, i hazem z wami huszyć w hejs.
Ferdek: Nie ma miejsca dla wyprzedawców Polski kurde! Trza było się trzymać ze swymi Uniowymi deklami kurde!
Donald: Ale kiedy oni mnie wywalili na bruk!
Ferdek: Tak się kończą układy przed końcem świata... pfu! Do zobaczenia 29 września, albo do nie zobaczenia!
Donald: Scheisse, i co, mam sie jutro, 22. dać zalać?
Ferdek: No!
Donald: Scheisse meine crafte! <odchodzi>
Ferdek z Haliną wchodzą.
Ferdek: <zza okna> Dobra panie Badura ze kolegami, pchajcie!
Badura: Się robi panie Ferdku! Miłego rejsu!
Ferdek: Wzajemnie panie Bandura!
Badura: No chopy, na 3, 4. ... 3,4!
Bezdomni pchają arkę.

Scena VIII - na statku
Ferdek: Ah, patrzcie panowie, niby już 24. września, a jaka piękna pogoda! Do tego nic sie nie zapowiada jak na razie.
Paździoch: Wie pan, z drugiej strony mogło dupnąć w Japonię, albo inną Amerykę, i jeszcze do nas nie doszło.
Boczek: A co, jeśli się znów przejęliśmy czymś, co w ogóle nie nastąpi?
Ferdek: Spokojna pańska rozczochrana. Jeszcze 5 dni, i wracamy do siebie.

Scena IX - na statku
Paździoch: No i co panie Ferdku? Czekamy tu tak 3 dni! A 28 września przeminął z wiatrem.
Ferdek: <jest smutny i ospały, podpiera się ręką> Masz pan rację... <nagle poprawia się mu humor, i zaczyna się brechtać> Widocznie wizionerzy wszelkiej maści się machnęli, i wszystko się odbędzie dopiero za rok! <śmieje się z podniesionym palcem> No bo co? Mentalnie raczej żyjemy, śniegu żadnego nie widzę, ani demonsów jak oczydła zamknę, a meteoryd w świecie materialistycznym też raczej nie spadł.
Boczek: A najlepiej, to żeby wcale nic nie było w mordę jeża!
Waldek: Dokładnie, bo ja se ze żonką miałem na Karaiby lecieć, powypoczywać!
Paździoch: A ja jeszcze nie skakałem z bungee... trzeba przetrwać panie Ferdku!
Ferdek: Nie bój się pan. Każdy mądry i szczwany człowiek przetrwa najgorszy kataklizm! Bo żeby przetrwać, to trza mieć łeba na karku i DOBRE chęci, a nie kasę we portfelu i obrzezany nos!


KONIEC

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki