FANDOM


Poniżej znajduje się treść odcinka piątego serialu czytanego Daleko od noszy 3: Seria według fanów.

TreśćEdytuj

Scena IEdytuj

Wszyscy z personelu stoją w pokoju lekarskim. Brakuje Wstrząsa i Kidlera. Na tego drugiego czekają. Wchodzi Wstrząs w kurtce i czapce.
Karinka: To doktor jeszcze nie gotowy?
Wstrząs: Na co? Ja ledwo z łóżka wstałem, się ubrałem i pognałem tutaj. Już nie wspominając o dotarciu... A tak w ogóle co miałem przygotować?
Barbara Es: Się przygotować Rudek. Umysłowo i ubiorem.
Wstrząs: Aaa, to zanim nasz poszanowany ordynator przywlecze swój odwłok na te swoje zebranie, to ja już będę gotowy. (zaczyna ściągać kurtkę) Co to w ogóle ma być, sam organizuje jakieś zebrania by zabłysnąć nowością, i jeszcze sam się na nie spóźnia. SIC! (słychać kroki na korytarzu; Wstrząs ściąga czapkę i wraz z kurtką wrzuca ją do szafy obok) Wuala, (zamyka drzwi) już!
Do pokoju wbiega Kidler.
Kidler: Pardon! Przepraszam za spóźnienie. Musiałem coś wydrukować, ale drukarka chodziła jak Wsztrząs po dwóch setkach.
Wstrząs: Czyli jak?
Kidler: A niech kolega się domyśli!
Wstrząs: [myśli, po czym się uśmiecha] Aaa, ospale [zatyka usta ręką byłej żonie], proszę kontynuować.
Kidler: Zebrałem was wszystkich tu, żeby was poinformować, że do świąt od jutra mamy wolne, a na święta wracamy [wszyscy buczą], ponieważ będziemy mieli ten remont piętra, co żeśmy się na niego tyle czasu składali [wszyscy prócz Wstrząsa są zadowoleni]. Przed świętami mają się wyrobić, a to podobno robotnicy najwyższej klasy są, super exclusiv!
Wstrząs: Chwila, a ta kasa nie miała iść na nowy sprzęt chirurgiczny?
Kidler: Z reszty może na jakiś tam nowy skalpel będzie... [cichy brecht]
Wstrząs: Skandal!
Kidler: Coś kolega chce mi zasugerować?
Wstrząs: Niee, prócz tego, że ja bym tu lepiej zarządzał!
Kidler: Taa? To niech se kolega leci z płaczem do ministerstwa, albo najlepiej od razu do pałacu prezydenckiego, na kolanach, się premierowi na barku wypłakać!
Wstrząs: A se pójdę! Żeby kolega wiedział!
Kidler: [szeptem z ironicznym tonem i uśmiechem na twarzy] Tylko niech kolega uważa na portfeeel...
Czesław Basen: A mi tam się podoba ta decyzja.
Kidler: O, dziękuje! Widać, że jeszcze ktoś tu moją pracę docenia!
Cz. Basen: Tynk w suficie na korytarzu już obłazi, a to nie zdrowe dla całej persony szpitala jest.
Gienia Basen: A co to ta persona Czesław? Znów jakieś zwierzątka hodujesz?
Kidler: Ludzie, że ja jej jeszcze nie zwolniłem!!! O ludzi chodzi!
G.Basen: Aaa, pardont. Puśćmy to pomimo uszów.
Kidler: A doktor Basen ma rację. Ktoś coś jeszcze chce od siebie dodać? [cisza] Nikt? To przejdźmy do wigilii klasowej... yyy szpitalnej, pardon. Wydrukowałem listę personelu, [pokazuje kartki] jak coś, to kogoś dopiszcie. Proszę. [wręcza kartki] I jeszcze ponumerowałem listę dań i elementów do przynosu. [wręcza kartki] Proszę bardzo. To wy tam się pobawcie w łączenie wszystkiego pomiędzy dwoma kolumienkami jak za czasów szkolnych w takowych zadaniach, a ja se chwilowo wyjdę... [cicho i do siebie] nagrania z ukrytej kamery w szatni czekają... [wychodzi]
Karinka: Słuchajcie, to nie fair. My będziemy mieli tą wigilię w szpitalu, a on se pewnie pójdzie na "kuzyneczki" na miasto.
Barbara Es: To on żony nie ma?
Karina: A choinka go tam wie... Pewnie cztery nawet...
Nagle wydobywa się hałaśliwy głos z radia.
Kidler: Ja wszystko słyszęęęę! [zaczyna szybko turkotać] Poobgadujecie mnie gdzie indziej!!!
Wyłącza mikrofon.
Karinka: Ah, ta technologia... Człowiek już nikogo nie może obsmarować, bo wszystko słychać.
Kidler: Ament!
Karinka robi złą minę do magnetofonu.

Scena IIEdytuj

Pokój ordynatora. Kidler przegląda jakieś prześwietlenia kości. Rozlega się pukanie.
Kidler: Wejść!
Tępień: [wchodzi] Dzień dobry...
Kidler: Tępień?! [wstaje] WON! Mi Tu NATYCHMIAST! Wstęp wciąż wzbroniony po tym, co żeście nawywijali na Nowy Rok 2004!
Tępień: Pijany byłem! I wkurzony na całego! Każdemu się zdarza!
Kidler: Chwila... To wy się podajecie za tą ekskluzywną ekipę remontującą? Jak tak, to nie masz co marzyć, by tu robić. Ja pamiętam, jak wyście już wyremontowaliście szpital 15 lat temu! NA ODPIERDZIEL!
Tępień: Ale wtedy byłem tylko ja. Teraz zaprzyjaźniłem się z bardzo dobrymi fachowcami.
Kidler: No, no, jeszcze zobaczymy! Jak nic nie zrobicie, to sru! WON! [szpera w kieszeni] Macie! Zapasówki. [przybliża rękę do twarzy i się przybliża do Tępienia] A tylko zgubcie, to się dowiecie, czemu Wstrząs ma rękę ciężką, zrozumiano!
Tępień: Tak, tak...
Kidler: To poszedł! W trymiga!
Tępień: Do widzenia.
Kidler usiadł na fotelu. Nagle Tępień otwiera drzwi.
Tępień: A co z wypłatą?
Kidler: PO! WON!
Tępień trzaska drzwiami.

Scena IIIEdytuj

24.12.2013, godz. 12.50, wigilia

Kidler wchodzi. Korytarz nie wyremontowany.
Kidler: A to gnoje... TĘPIEEEEEEEEEEEŃ!!! [przybiega Tępień] A czego tu jeszcze nie wyremontowane? CO!? PYTAM SIEEE!
Tępień: Nooo... bo... mieliśmy dzisiaj zacząć...
Kidler: Coo zaa KRETYN! Trzymajcie mniee, bo... NIE WYT-RZY-MAM!!! Mieliście dzisiaj [zbliża mu się bardzo blisko twarzy] SKOŃCZYĆ!!!!!
Tępień: S-s-s...skończyć? A nie zacząć?
Kidler: [biega po korytarzu cały w nerwach] ZARA GO ZABIJĘ! ZASTRZELĘ GNOJA, UBIJĘ JAK PSAAAAAA!!! [kończy sprint w tą i z powrotem i wydziera się na Tępiena] SKOOOOOOOOŃCZYYYYYYYYĆ!!!!!!
Widok na budynek szpitala na podwórku i odlatujące ptaki z parapetów okien

Scena IVEdytuj

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki